niedziela, 30 grudnia 2012
Myśląc o przyszłym roku, nie napiszę, żeby był lepszy, bo ten wcale nie był zły, wręcz przeciwnie. Wiele straciłam i wiele zyskałam. Zrozumiałam, że muszę się bardziej postarać i w szkole, i na treningach, i w przyjaźni. Chciałabym doceniać bardziej to co mam, a nie to co mogłam mieć, ale to straciłam. I się tym cieszyć, a nie wymyślać kolejne powody do zmartwień. Chciałabym zacząć ten rok, bez rozpamiętywania przeszłości, zupełnie na nowo, ale w tym wypadku, chyba po prostu się nie da. Nie da się wymazać z pamięci tego wszystkiego, co sprawiło, że jesteśmy tacy, a nie inni. Muszę uświadomić sobie co jest dla mnie ważne, kto jest dla mnie ważny, ustalić sobie jakieś priorytety i ich się trzymać. Jeden już mam - liceum. Chciałabym być pewna tego co czuję, robię czy mówię. Chciałabym, żeby ten Sylwester okazał się trochę lepszy niż to sobie wyobrażam. Chciałabym być po prostu szczęśliwa i mieć przy sobie osoby, które będą zawsze. Zawsze. Tak, chciałabym... Proszę, niech to będzie udany rok.
środa, 19 grudnia 2012
środa, 5 grudnia 2012
wtorek, 4 grudnia 2012
Odkąd pamiętam zawsze wszystko w moim życiu było zaplanowane, dopięte na ostatni guzik. Bardzo mało wolnego czasu, praktycznie brak jakiegokolwiek życia poza wszystkimi obowiązkami. Od jakiegoś czasu jest już lepiej, ale czas naprawdę to zmienić i pożyć. Dziękuję, bo chyba naprawdę uświadomiłaś mi, że nie jest tak jak być powinno. ;)
sobota, 1 grudnia 2012
"Tęsknimy, choć nie mówimy o tym, bo przecież nie ma się czym chwalić. Myślami zbyt często wracamy do przeszłości, w której się zatracamy. Próbujemy żyć na nowo, ale wciąż mamy za sobą niedomknięte rozdziały. Nieraz już na starcie tracimy to, co mamy. Boimy się ryzyka i nie ryzykujemy. Chcemy walczyć, ale nie do końca potrafimy. Jesteśmy silni, choć tak często zbyt słabi. Niszczymy to, co kochamy, kochamy to, co niszczymy. Gubimy się, ciągle się gubimy, upadamy, przegrywamy, rozpadamy się wewnętrznie, płaczemy, śmiejemy i znów gubimy... Zdobywamy szczyty, chwilę później je tracimy..."
piątek, 30 listopada 2012
poniedziałek, 26 listopada 2012
niedziela, 25 listopada 2012
sobota, 24 listopada 2012
wtorek, 20 listopada 2012
poniedziałek, 19 listopada 2012
niedziela, 18 listopada 2012
sobota, 17 listopada 2012
piątek, 16 listopada 2012
czwartek, 15 listopada 2012
wtorek, 13 listopada 2012
Jest coraz gorzej. Zaczynam się zamykać w sobie, oddalać od wszystkich, coraz więcej rzeczy tłumić w sobie. Moja pewność siebie gdzieś umarła. Dodatkowo rzecz, która kiedyś była odskocznią, dziś jest dodatkowym problemem i kolejnym powodem do zmartwień i płaczu. Boję się momentu kiedy po prostu się poddam.
poniedziałek, 12 listopada 2012
piątek, 9 listopada 2012
Nie jest tak jak być powinno. Wszystko mnie przerasta. Po raz pierwszy nie radzę sobie ze wszystkimi obowiązkami, których się podjęłam. Wielkie ambicje, brak jakiejkolwiek motywacji. Wieczne przemęczenie, za krótka doba. Próbuję wziąć się w garść. Boję się, że moje przypuszczenia, prędzej czy później, mogą się sprawdzić...
czwartek, 8 listopada 2012
sobota, 3 listopada 2012
piątek, 2 listopada 2012
Czuję, że powoli tracę wszystko co mam. I to tylko z mojej winy. W jednych sprawach jest cudownie, w innych gorzej. Chciałabym, żeby kilka rzeczy było tak jak kiedyś. Ale "czas przecież nigdy nie zawraca." Nie mam siły, żeby walczyć. Mam sobie tyle rzeczy za złe. Chciałam być inna. Chciałabym być taka jak kiedyś. Lepsza.
środa, 24 października 2012
wtorek, 23 października 2012
poniedziałek, 22 października 2012
sobota, 20 października 2012
poniedziałek, 15 października 2012
Obiecałam sobie, że się postaram. We wszystkim i ze wszystkimi. Na treningach, w szkole, na meczach, na angielskim, z rodziną, z przyjaciółmi. I co? Jak zwykle gówno z tego wyszło. To straszne, kiedy przychodzę do domu wieczorem i nie mam już na nic siły. Tylko na to, żeby iść do łóżka. Potrzebuję kilka dni wolnego. I jakiejkolwiek motywacji... Która już dawno we mnie umarła.
niedziela, 14 października 2012
środa, 10 października 2012
wtorek, 9 października 2012
Doba jest stanowczo za krótka, a ja zdecydowanie nie daję rady. Nie umiem wszystkiego pogodzić, chodzę niewyspana, zasypiam na lekcjach, nie mam na nic siły, ani ochoty. Jedno wielkie gówno. To chyba ponad moje siły. Jestem wykończona psychicznie i fizycznie, a mamy zaledwie początek października.
OK. A teraz lecę na britam.
OK. A teraz lecę na britam.
poniedziałek, 8 października 2012
potrzebuję jakiejkolwiek motywacji, żeby iść dalej. żeby wstawać z łóżka o 6 rano i zapieprzać do tej szkoły. bo przecież po coś to robię. nie poddam się! ale potrzebuję tej cholernej motywacji. jestem tylko człowiekiem, a zwykłe wsparcie w tym co robię naprawdę dużo daje. wystarczy mi tylko, że powiesz że we mnie wierzysz, że jesteś ze mną, że jesteś dla mnie, że my to coś co jest na pewno.
sobota, 6 października 2012
właśnie zauważyłam jacy ludzie mnie otaczają. już postanowiłam. jeśli się dostanę - wyjeżdżam na pewno. nawet jeśli miałabym spalić za sobą wszystkie mosty, nawet jeśli miałabym zostać z niczym, jeśli miałabym żałować, jeśli mieliby odwrócić się ode mnie wszyscy, wyjeżdżam! jadę tam po swoje marzenia i na pewno nie zostanę tutaj, bo ktoś tak chce. właśnie wtedy okaże się na kogo mogę liczyć. kto będzie zawsze. bez względu na wszystko!
piątek, 5 października 2012
"Idę na długi spacer, mimo mrozu. Chcę być sam, tylko z Tobą, zrozum! Potrzebuję opieki i dobrej rady. Twojej ręki, pomocy i wiary."
Nie radzę sobie. Kompletnie sobie nie radzę! Z niczym. Same podjęcie tej decyzji jest chyba najtrudniejszą rzeczą w moim życiu. Dodatkowo myślałam, że od Was, zwłaszcza od Was dostanę wsparcie. Że zrozumiecie i będziecie ze mną bez względu na to co postanowię. Ale widocznie się pomyliłam. Nie macie pojęcia co przeżywam każdego dnia. A postawienie mi swego rodzaju ultimatum na pewno mi w tym nie pomaga. Przykro mi, ale decyzję już podjęłam. Albo to zaakceptujecie, albo nie. Może kiedyś zrozumiecie. Mam nadzieję. Przyzwyczaiłam się, że mało osób wierzy w to co robię. Wierzy we mnie..
Nie radzę sobie. Kompletnie sobie nie radzę! Z niczym. Same podjęcie tej decyzji jest chyba najtrudniejszą rzeczą w moim życiu. Dodatkowo myślałam, że od Was, zwłaszcza od Was dostanę wsparcie. Że zrozumiecie i będziecie ze mną bez względu na to co postanowię. Ale widocznie się pomyliłam. Nie macie pojęcia co przeżywam każdego dnia. A postawienie mi swego rodzaju ultimatum na pewno mi w tym nie pomaga. Przykro mi, ale decyzję już podjęłam. Albo to zaakceptujecie, albo nie. Może kiedyś zrozumiecie. Mam nadzieję. Przyzwyczaiłam się, że mało osób wierzy w to co robię. Wierzy we mnie..
czwartek, 4 października 2012
wtorek, 2 października 2012
czwartek, 27 września 2012
środa, 26 września 2012
wtorek, 25 września 2012
poniedziałek, 24 września 2012
niedziela, 23 września 2012
sobota, 22 września 2012
piątek, 21 września 2012
czwartek, 20 września 2012
środa, 19 września 2012
wtorek, 18 września 2012
poniedziałek, 17 września 2012
niedziela, 16 września 2012
piątek, 14 września 2012
czwartek, 9 sierpnia 2012
niedziela, 5 sierpnia 2012
piątek, 3 sierpnia 2012
wtorek, 31 lipca 2012
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)





